Posty

Od Sorana CD Keyi

 Zimna, lecz krystalicznie czysta woda spływała po nagim ciele mężczyzny - luksus, na który mogli pozwolić sobie nieliczni. Skóra naznaczona była bliznami, a w niektórych miejscach można było dostrzec świeże rany. Mężczyzna przyzwyczajony do tak błahego bólu nawet nie drgnął, kiedy przez przypadek uraził jedną z nich. Westchnął ze zmęczeniem, kiedy w końcu dokończył nocny rytuał. Kiedy znalazł się chwilę później we własnej sypialni i przyodział nocną koszulę, do jego drzwi dobiegło nerwowe pukanie. Początkowo je zignorował. Nie lubił kiedy ktokolwiek naruszał jego czas odpoczynku.  Jednak kiedy rozległo się ponownie, wiedział już, że nie powinien tego ignorować. Przyodział luźne, ulubione spodnie, a potem ze zirytowanym spojrzeniem otworzył drzwi. - Dowódco - młody, nieco wystraszony chłopak zasalutował. - Przybył wysłannik Króla.  Soran zmarszczył brwi w geście lekkiego zdezorientowania. Nocne rozkazy zwykle oznaczały niekoniecznie przemyślane działania.  - Wpuść. -...

Od Keyi do Sorana

 Wokoło panowała nocna ciemność, a śmierdzące opary sprawiały, że widoczność była naprawdę niewielka. W piwnicy jednego z budynków, który stoi tutaj już setki lat na obrzeżach Dolnego Przedmieścia znajdowała się siedziba, w której rudowłosa dziewczyna ostrożnie ważyła ususzone wcześniej zioła. Tym razem stawka miała być większa niż zwykle. Zamówienie wpłynęło od kogoś, kto bardzo chciał zachować anonimowość. Keya nie wiedziała jeszcze, z jak dużym ryzykiem będzie się to wiązać.  Jej skaleczone palce od kolców Płucnika Rdzawego, (znanego z tego, że hamuje krwawy kaszel i pozwala bogaczom z Oakhaven oddychać bez charczenia) pracowały niezwykle zwinnie. Skupienie sięgało zenitu, kiedy musiała oczyścić próbki i przygotować dokładnie odważony proszek.  - Skończyłam - ocierając pot z czoła, wypuściła głośno powietrze. Gdzieś obok na krześle dało się słyszeć nagłe poruszenie. - Zamierzasz przekazać pakunek osobiście? - zaspały głos Viry wypełnił małe pomieszczenie, a jej przecią...

CZARNA WODA I KRZYK W CIENIU

Obraz
 Zatrzasnąłem stary, skórzany notes, gdy z wieży zegarowej Oakhaven uderzył trzeci dzwon. Nad miastem unosiła się ta sama, co zwykle, ciężka powłoka brunatnego dymu z manufaktur, dusząca w gardle posmakiem sadzy i spalonego tłuszczu. Kolejny dzień w Erze Żelaza. Kolejny dzień nieznośnego marazmu. Zszedłem w dół, ku Dolnemu Przedmieściu, akurat w momencie, gdy na plac wjechały ciężkie, okute żelazem wozy Zakonu Ortodoksji. Towarzyszyły im „Żelazne Kły” – gwardziści z Wielkiej Straży Króla. Ich czarne pancerze lśniły złowrogo w chłodnym, jesiennym słońcu. Na czele, na ogromnym, ogarniętym apatią ogierze, jechał on. Namiestnik Soran. Nie odezwał się ani słowem. Wystarczyło, że uniósł zakutą w stal dłoń, a tłum gapiów natychmiast zamarł w paraliżującym strachu. Ludzie z Inkwizycji, odziani w poplamione krwią i alchemicznymi odczynnikami fartuchy, przystąpili do swojej codziennej rutyny. Do głównych miejskich studni zaczęli wlewać gęstą, oleistą ciecz. Kolejna potrójna dawka jadu. „Środ...